Zamorskie opowieści
Choć Magellan i pierwsi hiszpańscy odkrywcy pozostawili barwne opisy swoich wypraw, to dopiero w XIX stuleciu uczeni z prawdziwego zdarzenia, tacy jak Alexander von Humer czy Karol Darwin, zaczęli się bliżej, naukowo, interesować tą ziemią oraz jej florą i fauną. Najczęściej, w związku z rozwojem handlu z krajami Ameryki Południowej, do Argentyny docierali najróżniejsi ludzie z Europy i ze Stanów Zjednonych, a wielu z nich publikowało potem dzienniki podróży. Czytelnicy literatury podróżniczej, zwłaszcza tej z XVIII i XIX w, odkrywają dzisiaj w tych relacjach niezliczone cuda Argentyny. Barwne opowieści trzeba jednak traktować z pewną rezerwą. Poni eważ wielu podróżników nie znało języka tubylców i niekoniecznie rozumiało, co się wokół nich dzieje. Dawne relacje mają za to swój koloryt i klimat, jakiego brakuje czasem oficjalnym publikacjom o charakterze naukowym. Członkowie dawnych wypraw do nieznanych krain musieli stawić czoło wielu zagrożeniom, do których w przypadku Argentyny należały rabunki, ataki Indian, choroby, takie jak żółta febra czy syfilis, brak właściwego jedzenia i schronienia, a także dotkliwy prymitywizm środków transportu. W XVIII w. Argentyna i jej stolica wciąż były w dużym stopniu prowincjonalnymi przyczółkami hiszpańskiego imperium. Wśród podróżnych było wielu księży, jak niemiecki jezuita Miguel Herré, który napisał z pewnym lekceważeniem: ..Buenos Aires nazywa się miastem, ale w Niemczech wiele wsi ma większe rozmiary (...) samo Buenos Aires jest brzydkie. Są tam tylko trzy kościoły, w tym nasz. najgorszy, w pobliżu centrum przy forcie. Po jednej stronie jest klasztor franciszkański, po drugiej ładna katedra wybudowana z wapienia i cegły i pokryła dachówką. Wszystkie domy wybudowano z gałęzi i błota, jak jaskółcze gniazda".